poniedziałek, 8 lipca 2013

Rozdział 6.

* Dzień bankietu*



Z perspektywy Mary 
Już drugą noc z rzędu zawaliłam na przygotowaniach. Ale przynajmiej conieco się dowiedziałam.
Można było stwierdzić , że jestem przygotowana.
Niezgrabie zwlokłam się z łóźka i ruszyłam na parter z pustym kubkiem w dłoniach. Podczas tych dwóch dni pochłonełam olbrzymie ilości kawy, i szczerze mówiąc wciąż nie miałam dosyć.
Odstawiłam naczynie na blat. Spojrzałam na zegarek. Kwadrans do szóstej. Oficjalne otwarcie zaczynało się o 17. Miałam więc ponad 10 godzin. Spokojnie się wyrobię. Może nawet zdąże się jeszcze wyspać? Całkiem prawdopodobne, o ile Amber nie wparuje do mnie ze swoimi przygotowaniami. Chociaż.. z tego co wiem , miała nam odpuścić i skupiać się na sobie. W końcu " To przecież świetna okazja by zostać zauważoną przez media".
Jej projekty dotarły do mnie już wczoraj. Nawet zdążyłam już wybrać jedną z jej sukienek.
Tak , Amber się udało. Po ukończeniu Szkoły Mody w Nowym Yorku została projektantką. Jak narazie nie tak bardzo znaną jak by tego chciała , ale jednak.
Po krótkim namyśle zdecydowałam się jednak na krótką drzemkę. W końcu mam jeszcze dużo czasu. Postaniwiłam rozłożyć się na kanapie w salonie. Mimo tego, że było mi naprawdę wygodnie , za nic nie mogłam zasnąć. Po jakiś dwudziestu minutach wiercenia się z boku na bok zrezygnowałam ze snu ale postanowiłam jeszcze trochę poleniuchować.
Ogarneła mnie fala nagłych myśli. Może na codzień tego po mnie nie widać ale naprawdę lubię zatracać się w swoich myślach. Dzisiejszego dnia emocje dosłownie  mnie rozsadzały. Mnie- zawsze spokojną , rozsądną i gotową na wszystko Marę. Obok dotychczasowych obaw o podłożu hmm... towarzyskim dołączyły równeż te związane z dzisiejszym wieczorem. W końcu nigdy nie ma się pewności, nigdy nie można się przygotować na każdą sytuacje. Już na samym początku mogły pojawić się komplikację. No wiecie, nawet to , jak Amber zdoła się prześlizgnąc przez bramkarzy. Oczami wyobraźni dostrzegła Amber awantarującą się z ochroniarzami.
Nagle wybuchłam wielkim, niepochamowanych śmiechem.

<>

Do bankietu zostały niecałe 3 godziny. Chyba czas zacząć przygotowania. Udałam się do łazienki, gdzie wziełam prysznic i umyłam włosy. Wybrałam jeden z projektów Millington: Prostą kremową sukienkę sięgającą do wysokości kolan. Lubiłam pastelowe kolory.Włosy poprostu umyłam i zostawiłam rozpuszczone. Zrobiłam sobie lekki makijaż, wziełam torebkę, i byłam gotowa do wyjścia

<>

Z Amber umówiłyśmy się przed wejściem na salę, Jennifer na szczęście się wyłamała. Te dwie w duecie mogły mi narobić nielada kłopotów.
Oficjalne powitanie gości miało się odbyć w środku. Na szczęście ochrona była beznadziejna, nawet nie sprawdzili naszego zaproszenia. Po chwili weszłyśmy do środka. Wystrój sali był naprawdę oszałamiający. Wśród dekoracji dominowało złoto i czerwień. Na okiennicach były pozawieszane ozdobne firany, stoły uginały się od rozmaitości a sufit zdobił ogromny kryształowy żyrandol..
- Czuję się jak księżniczka! - zapiszczała Amber.- Takie miejsce jest godne moich standardów.
- Wow.- tylko tyle zdołałam z siebie wydusić.

<>

Po jakiejś godzinie zdołałam ochłonąc. Zabawa nie zdążyła się dobrze rozkręcić.  Amber skakała od jednego gościa do drugiego. GOŚCIA , rodzaju męskiego oczywiście. Z tego co widzę udało jej się zawiązać kilka znajomości. Ja siedziełam i uważnie obserwowałam – w końcu od tego tu byłam.
Nagle poczyłam czyjąś ręke na moim ramieniu. Odwróciłam się. Przede mną stał nie kto inny jak Luke. Kolejny znajomy z Sarah Lawrence.
- Mara? Co ty tu robisz?- obdarzył mnie jednym ze 'swoich' uśmiechów.
- Powiedzmy, że przyszłam tu w sprawach biznesowych.- Odwzajemniłam gest. - A ty? Nigdy nie posądzłam Cię o takie klimaty.
Roześmiał się.
- Przyjechałem tu z ojcem. Pracuję dla naszego drogiego burmistrza. - skinoł głową w jego kierunku.- A tak na serio, co Ty tu robisz?
- Hudson mnie poprosiła.
- Proszę Cię, Tylko mi nie mów , że to Ty jesteś tą szczęściarą.
Uśmiechnełam się twierdząco.
- Moje gratulację.- Poklepał mnie po ramieniu.-Chociaż to trochę dziwnę, że wybrała Ciebie , a nie mnie. Nie sądzisz?
- Nie pochlebiaj sobie. - palnełam go w ramię z udawanym oburzeniem.
Nagle, stanełam jak wryta. Wydawało mi się , że w tłumie gości dostrzegłam... pana Clarka. Pana Johna Clarka. Ojca Jeroma. Tak, to napewno był on. Już miałam iść się przywitać gdy nagle coś sobie uświadomiłam. Coś katastroficznego.
Złapałam Luka za nadgarstek z zamiarem odciągnięcia go w jak najdalszy kąt sali. Jednak było już za późno.
- Jaffray ?




Hahaha.. macie swoj "wielki" powrót. ^^ Jestem wreeedna. :3

Pierwszy rozdział w narracji pierwszoosobowej. Jak wolicie? :)

Baaaaaaaaardzo Was przepraszam , ża to że blog ciągle jest taki ... brzydki. No ale ja muszę się w tym ogarnąc. xd Ja być człowiek wolno myślący , i ja musieć mieć czas. ;-;

No i wciąz nie ma zakładek , o których mówiłam, ale to też musicie mi wybaczyć. Poprostu nie mam na to czasu.

Chciałam zrobić mały szantarz i wycenić następny rozdział za 5 komentarzy. SUPRAJS! Pod poprzednim jest 5 ! O.o Dobry ogar nie jest zły. Naprawdę baardzo dziękuję. ♥ ♥ ♥

Nie wiem czy w tym tygodniu dodam jakiś rozdział. Muszę się wziąść za wygląd. :). Chociaż, może uda mi się jakiś wcisnąć. :)
Dziękuję Wam za ponad 500 wyświetleń. Jesteście niesamowici. <3




czwartek, 4 lipca 2013

Rozdział 5.

- O czym myślisz? - Jennifer wpartywała swoje oczy w zamyslona twarz Jaffray.
Mara przeniosła na nia spojrzenie.
 - Dobra, nie odpowiadaj.
- Aż tak łatwo się domyslić?
- Przecież cię znam.
Do Mary wróciły wspomienia. Do jej głowy powracały chwile spędzone z przyjaciółmi z Domu Anubisa, lecz każda była pełna ... czego? Mara sama dokładnie nie wiedział. Czuła.. smutek. Tak , to napewno. Nie wiedziała jednak dlaczego.
Zawsze wmawiała sobie , że musi o nich zapomniec , zawsze sądziła że nie są to przyjaciele dla niej, lecz n i g d y nie zastanawiała sie nad przyczyna swoich odczuć. Może ta cała sprawa z Jeromem , ze zdradą przyjaciółki miała w tem jakiś wkład?
Jaffray spojrzła za okno. Słońce powoli zaczeło przygasać. Niebo zmieniało kolor z niebieskiego na fioletowe. Czas mijał zadziwiająco szybko.
- Czasem.. zastanawiam się jak wygladało by moje życie z n i m. Gdyby tu ciągle był. Przy mnie.- Ostatnie zdania wypowiedziała szeptem niemal bezgłośnie.- Przepraszam Cie , znowu Cię zanudzam.
Tamta tylko się roześmiała.
- Maro. - Spojrzała głęboko w jej orzechowe oczy.- Mi zawsze mozesz powiedzieć wszystko. Pozatym idę o zakład , że w drodzę powrotej Amber streści mi cały twój życiorys, kładąc szczególny nacisk na wydarzenia z czasów licealnych.
- Oczywiście! - rozległ się głos zza dzięcząt.
- Amber? Przeszło Ci?
- No.. szczerze to nie. No ale musze przecież omówić z wami kwestie tego balu czy czegoś tam. - machneła z dezaprobatą ręką.- Ubierzesz się jak wsiur i sobie tam wiochy jeszcze narobisz.- westchneła , poczym pomaszerowała spowrotem na swoje miejsce zgarniając przy okazji kubek z zieloną herbatą.
- Jutro podeśle Ci kilka projektów. -oznajmiła upijając łyk.
- Amber , dziękuję , ale wcale nie musisz.
- Muszę , muszę. Juz mówiłam. Masz przecież tylko 2 dni.
- A nie mogę poprostu założyć którejś z moich sukienek?
- No chyba sobie KPISZ.
- A najlepiej by było , gdybyśmy tam poszły wszystkie trzy.- wtrąciła Jennifer.
- TAK! Wspaniale. Już widzę siebie wśród tych wszystkich sław!- Millington z podekscytowaniem zaczeła walić wierzchem dłoni w blat stołu. Chwilę później wraz z Jennifer zaczeły wymieniać koncepcje.
- Ale przecież.. nam nie można. Mam tylko jedną przepustkę , i ...- urwała widząc że nie przynosi to zamierzonego efektu. Blondynki były pochłonięte rozmową i zupełnie nie zwracały uwagi na Jaffray.- Jak możecie w ogóle podejrzewać , że jakis idiota wpuści nas tam wszystkie trzy z JEDNYM zaproszeniem?!
Brak jakiejkolwiek reakcji.
Mara westchneła.
- Witamy w krainie marzeń Amber        
                                                                             ...

Jakieś pół godziny później Millington i Evans zaczeły zbierać się do wyjścia. Mimo usilnych starań Marze wciąż nie udało sie ich przekonać do swojej teorii. Wciąż podekscytowane opuściły jej mieszkanie.
Szatynka spojrzała na pozłacany zegarek - prezent od rodziców z okazji dziewiętnastych urodzin. W pół do szóstej. 
Puki miała choć chwile wolnego czasu chciała troche przygotować się do swojego zadania . W końcu to już za 2 dni, a jej zależało na tym , by dobrze wypaść.Zamierzała iść na górę i poszukać w sieci trochę informacji na temat bankietu. Lecz najpierw... potrzebowała kawy. Tak. 
                                                                              ... 

Wraz z gotowym kubkiem gorącego napoju udała się na piętro. Usadowiwszy się na miękkim łóżku uruchomiła laptopa. Wystukiwała w wyszukiwarce potrzebne tagi i upiła łyk kawy. Klikneła " szukaj ".
Otworzyła pierwszy z brzegu link. Trafiła na stronę ze świerzymi informacjami na temat Londynu i jego mieszkańców. Jeśli miała znaleść coś odpowiedniego , to właśnie tu. 

____________________________________________________________________________

Dobra , przepraszam Was za to.. coś. Zupełnie mi się nie podoba , no ale obiecałam dodać. ;) Obiecuję że potem akcja się rozwinie. ^^ 





środa, 3 lipca 2013

Liebster Awards & Versatile Awards.

 Liebster Awards.
 Zostałam nominowana przez Chochliczka.

  

1.Kolor oczu:
Niebieski.

2.Lubisz naleśniki?
Kocham. O.o <3

3. Jakie masz talenty?
Gram na gitarze. :)

4. Prowadzisz jakieś fp?
Nie.

5.Masz jakieś rodzeństwo?
Niestety tak. -.- Siostrę i brata.

6. Ulubiony piosenkarz\piosenkarka.
Łooj.. dużo ich. O.o 

7. Ile masz pupili zwierząt?
1 Pieska i 2 Kociaki. <3

8.Gdzie spędzisz wakacje?
Szczerze mówiąc to jeszcze nie wiem. xd

9. Wolisz być nad morzem czy w górach?
Raczej nad morzem. Uwielbiam pływać. ^^

10. Ulubiony serial.
Glee , Dr. House i Oczywiście HOA. :3


Moje pytania.
1. Ulubiona książka?
2. Jakie jest Twoje największe marzenie?
3. Ulubiona postać z HoA?
4. Ulubiony sport?
5. Ulubione partingi? ( nie tylko z HoA )
6. Ulubione zespoły?
7. Od kiedy interesujesz sie HoA ?
8. Ulubiony cytat?
9. Gdzie chciałbyś/chiałabyś mieszkać?
10. Kto jest dla Ciebie autorytetem?

Versatlie Awards
Nominowany powinien:
1. Podziękować nominującemu blogowi.
2. Pokazać nagrodę na swoim blogu.
3. Ujawnić 7 faktów dotyczących siebie.
4 Nominować 10 blogów, które jego zdaniem na to zasługują.
5. Poinformować o tym fakcie autorów.
No wiec , bardzo , bardzo dziekuję Ci za nominację. Zupełnie się nie spodziewałam. <3


   


7 Faktów 
  1. Jestem zdecydowanie optymistką.
  2. Uwielbiam magno. ^^
  3. Wciąż kocham bajki Disneya. xd
  4. Bardzo łatwo się ekscytuję.
  5. Uwielbiam czytać.
  6. Moim najwiekszym marzeniem jest podróż dookoła świata.
  7. Często dostaje napadu głupawki. 
   
  10 blogów, które nominuję. 
1. http://asdasdasd-hjg.blogspot.com/
2. http://sibuna-peddie.blogspot.com/
3. http://fhwigeghe.blogspot.com/
        4. http://housee-of-anuubis.blogspot.com/     
5.     http://anubis-academy.blogspot.com/
6. http://hoa-story.blogspot.com/
7. http://the-jaffray-story.blogspot.com/
8. http://fabinastoriesby-patrycja.blogspot.com/
9. http://peddie-forever-i-koniec-kropka.blogspot.com/
10. http://loveinhouseofanubis.blogspot.com/


Kolejność całkowicie przypadkowa. :)
Bardzo przepraszam wszystkich za opóźnienie. 
 Jeszcze raz bardzo dziękuję Chochliczkowi za nominacje. <3
Rozdział pojawi sie prawdopodobnie jutro. ^^ 

piątek, 28 czerwca 2013

Rozdział 4.

  Mara spuściła wzrok.
-Skąd wiesz?- Jej głos był drżący i ochrypiały, co nie uszło uwadze Millington, która oznajmiła z nieskrywanym  zadowoleniem.
- Spotkałam go wczoraj na Brighstone Street. - uśmiechneła się na samo wspomnienie.- nie przypuszczałam , że mógłby sie aż tak bardzo zmienić.Przecież jeszcze nie tak dawno...
 - Haloo? Zdajecie sobie jeszcze sprawę z mojej obecności. - Jennifer z irytacją pomachała w ich kierunku ręką.- Kim jest w ogóle ten Jerome?  ktoś mógłby mnie z łaski swojej oświecić, bo ja coś chyba nie w temacie?
Amber zignorowała ją po całej linii. Tu chodziło przecież o Marę. Od chwili niespodziewanego spotkania z Clarkiem poprzysięgła sobie zrobić wszystko co w jej mocy by wreszcie pomóc Jaffray odzyskać szczęście w miłości , nawet za cene własnego.
- Maro?- Blondynka usiłowała złapać z przyjaciółką kontakt wzrokowy , lecz nie było to łatwę , gdyż ta usilnie wgapiała się w podłogę.
- Nie cieszysz się? - spróbowała ponowie.- Przecież to Jerome! Nasz Jerome... przecież Jara i w ogóle .To niemożliwe , że choć trochę Cie to nie..
- Amber , wystarczy! Odpuść! Nie będzie juz żadnej Jary.Nigdy.Umarła w chwili gdy wybrał tą...- Gwałtowie przerwała i spuściła powieki.-Zranił mnie, nie pamietasz?
Podziałało. W pokoju nastała głucha cisza . Wciaz nic nierozumiejąca Jennifer podnosiła wzrok to na jedną , to na drugą.
- Dziewczyny? Co jest? - Odezwała sie wkońcu.- O co chodzi?
- O nic. Przepraszam Cię Jennifer. Ciebie też Amber.Trochę mnie ... poniosło.- zwróciła się do Evans. - Kiedyś Ci wszystko opowiem. Obiecuje.-uśmiechneła się słabo.-Ale nie dziś.
- W porządku , jednak.. chciałabym wiedzieć jedno. Co za Dżara , do cholery?! - uniosła ręce w pytającym geście. Chyba prędzej Mara.- mrukneła w kierunku Millington.
-Jara! - Amber fukneła z obużeniem.- Idz do uchologa! A ponoć taka mądrościowa.
Mara i Jennifer spojrzały z rozbawieniem na blondynke.
- Nie każdy został obdarzony taką inteligencją. Wybacz mi Amber.
- Czy to był właśnie sarkazm? A więc uważacie , że jestem głupia, tak?! Dobra. Foch forever na 5 minut!- Millington obróciła się na pięcie, po czym zamaszystym krokiem ruszyła w kierunku schodów prowadzących na górne piętro budynku. Gdy tylko znikneła z zasiegu wzroku dziewczyny wybuchły gromkim śmiechem.
Mara cieszyła się Jennifer i Amber znalazły porozumienie. Bała się ich konfrontacji, bo Amber ... cóż , Amber była poprostu Amber , na szczęście Jenn była wystarczająco wyluzowana by nie wziąść jej za skończoną wariatkę.
Dokładnie 5 minut póżniej. Blondynka raczyła pojawić się na dole.
- Dobra wybaczam wam. Jestem nadwyraz dobrotliwa i uważam że nawet plebsom należy się druga szansa.
- Amber! - Mara nie kryła rozbawienia.- Wiesz co znaczy " plebs "? Zadziwiasz mnie!
-Mam dość tego sarkazmu!- zawyła.-Obie się doigrałyście!- wrzasneła mierząc je przenikliwym wzrokiem.- Wracam na górę!
Właśnie dlatego Jaffray tak bardzo ją kochała. Amber nigdy nie zrobiłaby z siebie takiej idiotki. To oczywiste , że zrobiła to wyłącznie dlatego by ją pocieszyć. Kochana.
Jednak to , co powiedziała jej jakieś poł godziny temu nie dawało jej spokoju. Wrócił. Ale po co?Nie sądziła , że zateskił za starymi przyjaciółmi , czy ... byłą dziewczyną. Jednak to nie to martwiło ją najbardziej. Skoro Amber sie na niego natkneła , to musi przebywać gdzieś niedaleko. A to oznacza , że konfronacja jest nieunikniona.

____________________________________

Łooj.. wreszcie koniec. ;3
Strzeżcie się ! Jerry jest blisko. O.o
Przepraszam , że tak długo czekaliscie, ale jedna z częstych w ostatnim czasie burz rozwaliła mi komputer , więc nie miałam jak napisać. :<  No ale mniejsza. ^^
Bardzo Wam dziękuję za wcześniejsze komentarze.  <3 Jesteście kochani. ^^

sobota, 22 czerwca 2013

Rozdział 3.

-Jak zapewne wiesz co roku w Londynie jest organizowany jest bankiet z okazji urodzin naszego drogiego burmistrza-zaczeła dyrektorka-Postanowiłam , że nasza szkoła napisze sprawozdanie z tego wydarzenia. Musze wytypować jednego ze studentów , i .. wybrałam ciebie
-M-mnie?- Mara była wyrażnie zszokowana. Dlaczego właśnie ona? Zdawała sobię sprawę z poziomu swioch pisarskich umiejętności, ale nie czuła sie lepsza od chociażby takiej Jeniffer.
-Maro? Podejmiesz się wyzwania?
- Ja.. tak.
- Doskanale. - podała jej kremową kopertę , najprawdopodobniej zawierającą zaproszenie - tu znajdziesz wszystkie istotne dla siebie informacje.
Dziewczyna dokładnie przyjrzała się kopercie. Panna Mara Jaffray. Nikt nigdy tak się do niej niezwracał , no może poza Victorem  , ale podobało jej się , brzmiało dostojnie i dorośle.
-To wszystko , dziękuje . Jesteś wolna- profesor posłała jej szybki uśmiech , poczym spowrotem wetkneła nos w papiery.
Przed uczelnią czekała na nia Jennifer.
-I co ? Czego chc..
- Maro!
Blondynka nie zdążyła dokończyć pytania , gdyż wielka , piszcząca , blondwłosa kupa szczęścia rzuciła się jej przyjaciółce na szyję.
-IIIII! Tak się stęs.. a ty to kto?-Millington rzuciła jedno ze swioch podejrzliwych spojrzeń.
- To jet Jennifer.Moja koleżanka z uniwersytetu.  - Jaffray szybko wspomogła oniemiałą kolerzankę.
- Aaaa.. no spoko! Wszystki kumpelki Mary są moimi kumpelkami! Pozatym jesteś całkiem ładna , choć nie tak bardzo jak ja , oczywiscie.
 Evans posłała przyjaciółce spojrzenie mówiące " Możesz mi z łaski swojej wyjaśnic, co tu się dzieje?" Ta w odpowiedzi tylko wzruszyła bezradnie ramionami.
- Miałam do ciebie właśnie iść! Ale krejzolsko , że was tu spotkałam!
-Taa.. - szepneła Jennifer -krejzolsko.
Widząc , ze Amber już zaczyna kolejny monolog ,Mara szybko zaprosiła dziewczyny do mieszkania.
Podczas drogi stosunki Amber a Jennifer niespodziewanie uległy polepszeniu.Pierwszy szok po spotkaniu z Millington minoł , a Jenn zaczynała sie już do niej powoli przyzwyczajać.
- To czego w końcu chciała od ciebie Hudson?- Evans siliła się na obojętność , ale widać było , że ciekawość dosłownie zżera ją od środka.
Gdy Mara odpowiedziała im o swoim zadaniu , oczy Amber rozbłysły.
-IMPREZA? Aaaa.. idziemy z tobą. Nie ma durnych!
-Nie ma głupich , Amber.
- Nie zmieniaj temetu!
-Co? Przycież ja wcale nie..
- A właśnie że tak!
- Zresztą to nie żadna impreza , tylko bankiet!
- Ale chlopcy będą? Bo bez chłopców , to ja sie nie bawię.
Mara westchneła zrezygnowała.
-No raczej.
-IIIIIIII!
Jennifer z rozbawieniem przysłuchiwała sie tej wymianie zdań. Nie mogła wyjść ze zdumienia jak dwa , tak róże charaktery mogły znaleść nić porozumienia.
Obecnie Millington starała sie wytłumaczyć jak istotną rolę w życiu każdego człowieka odgrywa kredka do oczu. Zobiła to w taki sposób jakby Mara była conajmniej upośledzona.
-Amber nie  obchodzi mnie to! Ani  ta twoja kredka , ani ten twój błyszczyk , ani...
-Kłamiesz!- stwierdziła z przekonaniem blondynka.- No przycież kto może mieć dość błyszczyka? Mam rację Jenny?
- Jennifer..
- Noo , przecież mówie! Nie wiem dlaczego każdy... - nagle twarz Amber gwałtownie zmieniła sie nie do poznania. Z dzikim uśmiechem zwróciła sie do Mary.
- Przypomiałam sobie że miałam ci o czymś powiedzieeeć!- wypiszczała śpiewnie
- Kolejny "arcysuperfajowski" artukuł przeczytany na " Pudelku"?
Millington zignorowała drwiacy ton przyjaciółki.
- Mam newsa ! I to takiego , że normalnie padniesz.
Jaffray przewróciła oczami
- Zaskocz mnie.
Amber dziwnie zamachała rękami w powietrzu , poczym wyszeptała teatralnie:
- Jerome wrócił do miasta.

____________________________________

To chyba najdłuższy jaki dotąd napisałam  . ^^
Nie wiem kiedy będzie nastepny , jest jeszcze dużo zamieszania z wystawiamiem ocen , a moja śrenia jest poprostu straszna. xd
Druga sprawa. Wypadałoby się powoli brać za wygląd bloga, no wiec poszukuje kogoś kto mi zrobi nagłówek , szablon , czy jak to się zwie. xd Nie taka bardzo pilna sprawa , ale jakby ktoś miał zyczenie to proszę sie zgłosić w komentarzu. Może obczaje jak sie to cholersto ustawia. xd
+  Oczywiście baardzo Wam dziękuję za wszystkie komentarze pod wcześniejszym postem , dają mi bardzo dużą motywację.♥

wtorek, 18 czerwca 2013

Rozdział 2. Część 1 i 2 . ;3


Idąc powolnym krokiem po ulicach zatłoczonego Londynu , Mara dotarła wreszcie pod Sarah Lawrence University. Stąpając po marmurowych schodach , kurczowo sciskała teczkę z przygotowanym wcześniej materiałem.  
- Maro!
Jaffray odwróciła głowę . Dostrzegła biegnącą w jej strone rozpromienioną dziewczyne. Jeniffer również była studentką pierwszego roku, na tym samym wydziale. Mimo , że znały sie stosunkowo krótko już na początki znalazły wspólny kontakt.
  Blondynce wreszcie udało sie dobiec do przyjaciółki.
- Cześć - wydyszała , posyłając szatynce szeroki uśmiech. 
- Jenn! - Mara odwzajemniła gest. - Dobrze , że na ciebie trafiłam , nie wiem , czy sama dała bym radę.
 - Taa.. pierwszy raz zawsze najgorszy , nie? Mara potakneła z uśmiechem głową. Cóż , Amber była wprawdzie wspaniałą przyjaciółką , ale to z Jenniffer dzieliła pasje. Doskonale się rozumiały.
  Studentki stały właśnie przed dzwiami gabinetu profesor Hudson , dyrektorki ich uczelni , jak i również redaktor naczelnej LondON'u , jednego z lokalnych czasopism.
Profesor co miesiąc wybierała kilkoro z najzdolniejszych studentów , by opublikować ich prace w swoim magazynie. Było to wielkie wyróżnienie , gdyż o uznanie surowej pani dyrektor było niezwykle trudno. Mara i  Jeniffer po raz pierwszy znalazły sie w tej elitarnej grupie
- A więc? Gotowa?
Mara westchnęła 
- Raz się żyje.
Zapukała , poczym usłyszawszy " proszę" , pchneła nerwowo dzwi.
* * w tym momencie miałam zakończyć , ale w końcu obiecałam Wam dłuższe rozdziały , wiec dodaje część drugą . ;3 * *
Mara i Jeniffer wślizgnęły się do gabinetu profesor Hudson . Dyrektorka spojrzała na nie zza staromodnych okularów
 - Jaffray. Evans. - uśmiechnęła się zapraszająco .- Czekałam na was. Siadajcie. 
Dziewczyny bąknęły coś w stylu " Dzień dobry " , po czym posłusznie opadły na skórzane fotele.
Hudson spojrzała na nie wyczekująco. Jakieś 3 sekundy zajeło im zrozumienie spojrzenia dyrektorki. Natychmiast rzuciły sie do swoich toreb.
Kobieta czytając prace dziewcząt, co jakiś czas zerkała w ich stronę, uśmiechając sie pod nosem , widząc zdenerwowanie na ich twarzach. Gdy skończyła , wyprostowała sie , i z nieskrywaną wyższością splotła ręce.
-Pierwszoroczne? 
Przyjaciółki ostrożnie skineły głowami , zbyt speszone , by cokolwiek powiedzieć.
- Żadko zdarza się , że wyróżniam w ten sposób nowych uczniów . Zaryzykowałam , i ... nie zawiodłyście mnie. Swoje prace będziecie mogły podziwiać w najbliższym wydaniu LondON'u
Jennifer i Mara spodziewały się raczej całkowicie odmiennej reakcji . Spojrzały na siebie zdumione , lecz chwile potem posłały pani profesor wdzięczny uśmiech. 
 Marze zależało na tym , by jak najpóżniej opuścić gabinet. Pani Hudson zawsze ją peszyła , i wywoływała jakieś dziwne uczucie. ' Miała dziwną aure ' , powiedziałaby Amber. Wraz z Jeniffer zmierzała już w stronę wyjścia.
-Maro?
Dziewczyna drgneła. 
-Chciałabym jeszcze zamienic z tobą słowo. Usiądz , proszę .
- Z-ze mną? Oczywiście.
Jennifer prubując podnieść ja na duchu , uśmiechneła się pocieszjąco, poczym pożegnawszy się, opuściła gabinet. Zostawiając Marę oko w oko z panią Hudson. Samą.

 
    
           Jenniffer Evans
--------------------------------------------------
Aaaa.. dziękuję , dziękuję , dziekuję ! ♥
Pod ostatnim postem były aż 3 komentarze! No normalnie Was kocham! ;3
W życiu nie spodziewałam się aż tylu przy pierwszym rozdziale , i to od tak ulalentowanych bloggerek..
Jaram sięęę! ^^ ♥
Niedługo dodam całą podstronę z bohaterami , jednak teraz nie mam do tego głowy. :)
Rozdział miałam dodać już wczoraj, ale moja rąbnęta siostra muliła mi internet , i niechciało sie opulikować . :P

sobota, 15 czerwca 2013

Rozdział 1.

Mara usiadła przy stole z kubkiem świerzo zaparzonej kawy.
Mimo , że miała dzis mało do zrobienia , wstała wcześnie. Nie lubiła odkładać spraw na ostatnią chwilę. Właściwie , czekała ją tylko wizyta na uczelni. Jaffray studiowała na Sarah Lawrecne na profilu dziennikarskim , z czego była bardzo dumna , cieszyła się że może spełniać marzenie , które realizowała już w szkole śreniej .
 Potem wyczekiwana wizyta Amber Millington. Dziwczyna  mimowolnie uśmiechneła się na myśl o blondynce. Mimo że miała swoje dziwactwa , okazała się naprawdę oddaną przyjaciółką.
Z pozostałymi mieszkańcami domu Anubisa prawie nie utrzymywała kontaktu. Nie lubiła wracać do czasów liceum.
Niechętnie wstała od stołu , wyjeła z szafy beżowy płaszcz , zarzuciła go sobie na ramiona , poczym przeczesawszy dłonią kruczoczarne włoszy , ruszyła w strone wyjscia.



Ej noo.. znowu jakiś taki krótki.  xd Nastepne są już dłuższe.
Lojanie upszedzam , ze narazie rozdziały będą dosyć nudne , takie wprowadzające. ^^ Napisałam juz kilka , ale wydają mi sie aż za nudne , a akcja zbyt powolna , więc postaram sie je trochę pozmieniać. ^^
+ Dziekuje Sapphire. :D Uwielbiam Twoje blogi , dlatego jest mi bardzo miło , że komentujesz. ;3
 

   cнoseη tωo